Eksperci: przez zmiany klimatu sezon pożarowy w lasach jest dłuższy, a pożary większe
O wpływie zmian klimatu na charakterystykę zagrożenia pożarami lasów w Polsce PAP rozmawiała ze specjalistą Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej oraz strażakiem biorącym udział w akcjach gaszenia lasów w kilku krajach UE.
Kapitan Waldemar Wielgosz z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Poznaniu brał udział w akcjach gaszenia pożarów lasów m.in. w Szwecji, Grecji, Francji i Hiszpanii. Mówiąc o zmieniającej się specyfice pożarów terenów niezurbanizowanych, wskazywał na roślinność i jej wilgotność. - Zaczynają wysychać lokalizacje, które jeszcze do niedawna tętniły życiem i nikt nie pomyślałby, że w takich miejscach może dojść do pożaru - podkreślił.
- To, czego najbardziej się obawiam i na co wspólnie staramy się przygotować nasze służby, w szczególności PSP i OSP, to zwiększona dynamika pożarów. Czyli pożary z tych małych będą rozwijać się energiczniej, szybciej, płomienie będą bardziej intensywne, będą dłuższe, a co za tym idzie, niemożliwe może okazać się ich bezpośrednie zwalczanie. Być może nie będziemy w stanie podjechać do pożaru, co uniemożliwi bezpośrednie gaszenie, a to spowoduje, że te pożary będą po prostu większe. - powiedział.
Wskazał też na możliwe problemy z wykorzystaniem wody przez ratowników. - W tym roku podczas pożaru pod Warszawą w powiecie wołomińskim i mińskim użyliśmy ognia, żeby dokonać tak zwanego kontrolowanego wypalania i spowolnić rozwijający się pożar, a w konsekwencji go wyhamować - zaznaczył.
Strażak podkreślił rosnącą rolę maszyn lotniczych, a przede wszystkim śmigłowców, w akcjach gaśniczych. - W jednym momencie wykorzystujemy je do gaszenia, w innym do punktowego dogaszania, a w kolejnym do tego, żeby dostarczać wodę strażakom. Myślę, że śmigłowce to jest kierunek, który powinniśmy rozwijać - ocenił.
Kpt. Wielgosz zaznaczył, że od lat 90-tych średnia powierzchnia pożarów lasów w naszym kraju zmniejszyła się. Ocenił, że jest to zasługa działań prewencyjnych podjętych przez leśników i strażaków. - Tereny leśne, w szczególności publiczne, są teraz bardzo mocno uporządkowane. To sprawia, że nam, strażakom, jest łatwiej dotrzeć do pożaru i łatwiej go zwalczać - powiedział.
Ratownik podkreślił, że w Polska jest na trzecim miejscu w UE pod względem rocznej liczby pożarów terenów niezurbanizowanych. W tym kontekście przypomniał o specyfice polskich lasów. - Drzewostan iglasty intensyfikuje pożar z uwagi na zawarte w nim żywice - zaznaczył.
- Widzimy inne państwa i co się tam dzieje. Jeździmy tam, działamy i uczymy się. Możemy zobaczyć, co z pewnością wydarzy się w mniejszej lub większej skali w Polsce - zaznaczył ratownik.
Z kolei starszy synoptyk Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej Mateusz Barczyk w rozmowie z PAP powiedział, że m.in. przez coraz wyższe temperatury wysusza się najpłytsza warstwa gleby, co zwiększa podatność na rozprzestrzenianie się ognia.
- Jeżeli chodzi o warunki pogodowe, to jest tylko gorzej. Dlatego wielkie ukłony należą się wszystkim, którzy dbają o to, żeby zagrożenie pożarowe w naszych lasach minimalizować. Bo pod względem meteorologicznym takie warunki, jakie panowały w czasie największego pożaru lasu w historii Polski - w Kuźni Raciborskiej w 1992 r. - powtórzyły nam się w ostatnim dziesięcioleciu dwa lub trzy razy - powiedział.
Wskazał przy tym na problem okresów suchych wydłużających sezon pożarowy. - W ciągu ostatnich około 50 lat w Polsce ten okres większego zagrożenia wydłużył się o mniej więcej miesiąc do dwóch. Czyli zaczyna się on w marcu i kończy w październiku. Oczywiście to wszystko zależy m.in. od tego, jaka była zima - śnieżna, czy bezśnieżna - podkreślił ekspert.
Jednocześnie zaznaczył, że tegoroczna zima - pomimo opadów śniegu - nie uzupełniła w przyrodzie braków wody. - Śnieg stopił się w lutym i tak naprawdę od tamtego czasu do kwietnia wegetacja spożytkowała całą tę wilgoć. A potem wróciły warunki suszowe. W tej chwili obserwujemy sukcesywne i systematyczne wysuszanie obszaru naszego kraju. Właściwie co roku mamy ujemny klimatyczny bilans wodny, czyli dużo więcej wody odparowuje z naszych terenów, niż jej zatrzymujemy. To spowoduje katastrofalne problemy w przyszłości, bo będziemy mieć deficyt zapasów wody - wskazał.
Wyjaśnił, że deficyty wody spowodują dalszy spadek kondycji gleb, a susza najprawdopodobniej wpłynie również negatywnie na lasy.
- Tymczasem lasy to rezerwuar wilgoci, który ogranicza trochę ewapotranspirację. W kwestii retencji zasobów wodnych stanowią bufor, więc zdecydowanie zwiększają naszą odporność na różne intensywne zjawiska, np. erozję gleb. Lasy są kluczowym elementem w zabezpieczaniu naszego mikroklimatu. Zdecydowanie bardziej odczujemy zmiany klimatu na terenach ogołoconych z drzew, gdzie nie ma ochrony przed intensywnym nasłonecznieniem - zaznaczył.
- Nie jestem fanem hasła „planeta płonie”, albo porównania globalnego ocieplenia do gotowania żaby. To nie są najlepsze przykłady, bo żywy ogień nie będzie nas palił. Natomiast możemy mówić o wprowadzaniu planety „w stan gorączki” - temperatur znacznie powyżej tych norm, w których nauczyliśmy się żyć. Jednak trzymając się stereotypów i terminologii medycznej można powiedzieć, że gdy temperatura ciała typowego mężczyzny wzrośnie o 1 st. C powyżej normy, to już raczej z łóżka nie wyjdzie, dopóki nie wyzdrowieje - powiedział.
Ekspert ocenił, że podawanie średniego wzrostu globalnej temperatury może niektórym osobom zaciemniać rzeczywisty problem. - Średnia nie jest jednorodna, tzn. temperatura najbardziej rośnie przy biegunach, najwolniej przy równiku, ale to ma bardzo poważne konsekwencje - wskazał naukowiec.
Dodał, że zmiany wytrącają planetarny system klimatyczny z równowagi i wprowadzają nowe mechanizmy, także pogodowe, które sprzyjają takim zagrożeniom jak pożary. - Konsekwencje zmian klimatycznych są dużo bardziej poważne niż tylko odczuwalny na naszej skórze wzrost temperatury - zaznaczył.(PAP)
szk/ agzi/
Polska, Poznań




