Polska wieś dotknięta depopulacją. Reforma planowania przestrzennego może utrudnić powroty młodych
W Polsce dostrzegamy bardzo duży problem z demografią wsi. Debata jest mocno skoncentrowana na miastach, na przykład kwestiach chęci robienia kariery czy trudnościach ze znalezieniem odpowiedniego partnera przez kobiety, co często dotyczy głównie tych z wyższym wykształceniem. Natomiast wieś ma zupełnie inne problemy. Jedna z istotnych trudności dotyczy osiedlania się, budowania własnego domu – mówi agencji Newseria Mateusz Łakomy, ekspert ds. polityki demograficznej, dyrektor programu Demograficon w Polskim Towarzystwie Gospodarczym.
Jak wynika z raportu Klubu Jagiellońskiego „Wieś zniknie z planu? Jak deregulować przepisy, by Polacy wracali na obszary wiejskie”, w 10 największych miastach w Polsce mieszka 17 proc. populacji kraju, a na obszarach wiejskich 41 proc.
Dane GUS z raportu „Ludność. Stan i struktura oraz ruch naturalny w przekroju terytorialnym w 2025 roku” wskazują, że ponad 404,3 tys. osób (o 26 tys. mniej niż rok wcześniej) zmieniło miejsce stałego zamieszkania przeprowadzając się do innej gminy, a także ze wsi do miasta lub odwrotnie. Wieś ma dodatnie saldo migracji, ale jednocześnie traci ludność wskutek przewagi zgonów nad urodzeniami. W 2025 roku dodatnie saldo migracji dla wsi wyniosło ponad 36,1 tys. osób, a liczba zgonów przewyższyła tam liczbę urodzeń o 56 tys.
Niedawno Klub Jagielloński opublikował raport, w którym stara się zmierzyć z tym tematem i opowiedzieć, jakie obecne przepisy paradoksalnie mogą utrudniać osiedlanie się osobom, które pojechały do dużego miasta, wykształciły się tam, np. w zawodach rolnych, i chciałyby wrócić do ojcowizny, do swojego miejsca zamieszkania. Nagle okazuje się, że potencjalnie mogą być trudności ze zbudowaniem własnego domu blisko rodziców czy rozbudowania gospodarstwa – podkreśla Mateusz Łakomy.
Autorzy raportu Klubu Jagiellońskiego zwracają uwagę na kontekst planów ogólnych gmin, które stanowią nowy instrument planistyczny wprowadzony w ramach reformy planistycznej. Zastępują one dotychczasowe studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, a także wyznaczają poszczególne strefy, w których obowiązują różne zasady zabudowy. Kluczowym mechanizmem planu ogólnego jest tzw. bilans chłonności. Gmina wyznacza strefy dopuszczające zabudowę mieszkaniową – wielorodzinną, jednorodzinną i zagrodową – w takiej ilości, by chłonność terenów niezabudowanych w tych strefach mieściła się w przedziale 70–130 proc. zapotrzebowania na nową zabudowę mieszkaniową w gminie. Zapotrzebowanie to wylicza się według ujednoliconego dla całego kraju wzoru, w horyzoncie 20 lat i na podstawie prognozy demograficznej określonej na bazie danych GUS.
Okazuje się, że najbardziej wyludniające się gminy mają najbardziej pesymistyczne prognozy. W związku z tym są trochę związane, przynajmniej niektóre, żeby przeznaczać teren pod zabudowę mieszkaniową, również tak zwaną siedliskową, obejmującą nie tylko dom mieszkalny, ale całe gospodarstwo związane z miejscem zamieszkania. To paradoksalnie może w niektórych przypadkach utrudniać powrót młodych, wykształconych rolników, dziedziców ziemi – wyjaśnia Mateusz Łakomy.
Raport wskazuje, że nowa regulacja ma hamować niekontrolowane rozlewanie się inwestycji budowlanych. Eksperci klubu podkreślają jednak, że ma to sens w odniesieniu do obszarów aglomeracyjnych, gdzie zjawisko suburbanizacji ma negatywne skutki społeczne, ale regulacja nie uwzględnia specyfiki wyludniających się obszarów wiejskich. Strefa otwarta, do której trafiają m.in. grunty rolne, nie przewiduje w podstawowym profilu zabudowy mieszkaniowej ani zabudowy związanej z produkcją rolną. Eksperci prognozują, że efektem może być ograniczenie możliwości rozwoju obszarów wiejskich, blokujące część inwestycji.
Trudności polegają na tym, że osoby, które nie dziedziczą wprost tego siedliska, dzięki bilansom chłonności mają ograniczone możliwości zamieszkania w innych miejscach poza wyznaczonymi strefami mieszkaniowymi, które często nie są tymi przylegającymi do domu rodziców. Problemem jest rozbudowanie danego obszaru zamieszkania czy siedliska – podkreśla ekspert ds. polityki demograficznej. To jest zupełnie oczywiste, że kiedy wracamy, chcemy mieszkać blisko rodziców. To też sprzyja dzietności, bo mama czy teściowa mogą pomóc w opiece nad dziećmi.
Zdaniem autorów raportu wadą nowych przepisów jest jednakowe podejście do bardzo zróżnicowanych pod względem sytuacji i wielkości gmin. Mechanizmy działają tak samo w gminie bezpośrednio sąsiadującej z Warszawą, jak i w tej oddalonej o 100 km od metropolii. Pierwsza broni się przed nadmiernym napływem nowych mieszkańców, a druga walczy o przetrwanie i zatrzymanie depopulacji.
O demografii powinniśmy zupełnie inaczej myśleć przestrzennie, w zależności od tego, czy mówimy o dużym mieście, obwarzankach, czy o tzw. peryferiach, czyli terenach oddalonych od dużych miast. Wsie oddalone od dużych miast mają zupełnie inne potrzeby, walczą o to, żeby była tam możliwość powrotu, zatrzymania osób, które chciałyby wyjechać, ale atrakcyjność tego miejsca zamieszkania jest niewystarczająca – uważa Mateusz Łakomy. Młode osoby, które pozostaną albo które wykształciły się w mieście i powrócą, są zupełnie innym kapitałem ludzkim. Te osoby są wykształcone, przedsiębiorcze, mają znajomych, czyli są czynnikiem potencjalnie przyciągającym biznes i bardziej zaawansowane usługi niż te, które są lokalnie dostępne.
Jak podkreśla, w konsekwencji niektóre wsie zaczną szybciej znikać z mapy Polski lub będą zamieszkiwane wyłącznie przez osoby starsze.
Tym samym nie będą źródłem podatków dla samorządów i źródłem rozwoju. Z perspektywy czysto ekonomicznej będą głównie centrum kosztów niż dochodów dla samorządów – dodaje demograf.
Obowiązek uchwalenia planu ogólnego gminy miały do 31 sierpnia 2026 roku. Jak poinformował niedawno w Sejmie Tomasz Lewandowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii, według dzienników urzędowych województw zrobiło to dotąd 946 gmin, czyli 38 proc. ogółu, ale po uwzględnieniu wniosków z 31 sierpnia liczba ta może być wyższa (nawet 1,1–1,2 tys.). Większość pozostałych gmin jest na zaawansowanym etapie prac, a tylko niecałe 4 proc. w ogóle ich nie rozpoczęło.
Źródło: Newseria



