reklama
kategoria: Zwierzęta
11 październik 2026

Ekspertka: kojców dla psów w ogóle nie powinno być

zdjęcie: Ekspertka: kojców dla psów w ogóle nie powinno być / Rzeszów, 07.05.2016. Jeden z psów w Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt „Kundelek” w Rzeszowie, 7 bm. W placówce trwa wiosenne malowanie drewnianych kojców, w których na stałe przebywa część z przebywających tam psów. (dd/ukit) PAP/Darek Delmanowicz
Rzeszów, 07.05.2016. Jeden z psów w Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt „Kundelek” w Rzeszowie, 7 bm. W placówce trwa wiosenne malowanie drewnianych kojców, w których na stałe przebywa część z przebywających tam psów. (dd/ukit) PAP/Darek Delmanowicz
REKLAMA

Biegła sądowa z zakresu dobrostanu zwierząt prof. Hanna Mamzer uważa, że kojców dla psów w ogóle nie powinno być, bo to zamiana jednej restrykcji przestrzennej, czyli łańcucha, na drugą. Dodała, że utrzymywanie psów na uwięzi jest niezgodne z fundamentalnymi potrzebami, jakie te zwierzęta mają.

7 października zakończyły się konsultacje publiczne projektu rozporządzenia resortu rolnictwa, który opisuje minimalne warunki utrzymywania psa w kojcu wraz z minimalną powierzchnią tego kojca zgodnie z zapisami znowelizowanej w tym roku ustawy zakazującej trzymania psów i kotów na uwięzi.

Propozycja przewiduje, że powierzchnia kojca będzie zależeć od wysokości psa w kłębie – 4 mkw. (dla psa poniżej 40 cm), 5 mkw. (40-59 cm), 8 mkw. (60-70 cm) i 10 mkw. (powyżej 70 cm). Kojec ma być większy o 50 proc. minimalnej powierzchni, jeśli w kojcu utrzymywany jest każdy kolejny pies. Jako podstawę do obliczenia minimalnej powierzchni kojca dla grupy psów przyjmuje się wysokość w kłębie najwyższego psa w grupie.

Propozycje oprotestowały organizacje prozwierzęce, argumentując, że wymiary są za małe. Ich zdaniem to nie kojec, tylko klatka.

Prof. Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu Hanna Mamzer, biegła sądowa z zakresu dobrostanu zwierząt, w rozmowie z PAP zwróciła uwagę, że „ideą wprowadzanych rozwiązań zapisanych w ustawie zakazującej trzymania psów i kotów na uwięzi miała być poprawa dobrostanu zwierząt, w szczególności psów”.

– Tym bardziej że jeśli chodzi o rozwiązania prawne dotyczące trzymania zwierząt na uwięzi, to Polska plasuje się w ogonie cywilizowanej Europy – dodała.

W toczącej się dyskusji na temat kojców ekspertka nie chce proponować minimalnych wymiarów.

– To wybór między dżumą a cholerą, bo z punktu widzenia dobrostanu zwierząt kojców w ogóle nie powinno być. To nasza świadomość musi się zmienić, a nie forma uwięzi zwierzęcia – podkreśliła.

Tymczasem – dodała – wprowadzanie ich do kojców jest „niczym innym jak formą zamiany jednej restrykcji przestrzennej, gdzie ograniczeniem jest łańcuch, na drugą restrykcję przestrzenną, w której ograniczeniem są ściany boksów czy kojca, w którym będzie bytowało zwierzę”.

– Nie o to chodziło. Idea uwolnienia psów z łańcuchów ma doprowadzić do tego, żeby zmienić sposób opieki nad tymi zwierzętami – dodała.

Zaznaczyła, że „restrykcja przestrzenna jest niezwykle opresyjnym bodźcem”.

– Zwierzęta, zarówno dzikie, jak i domowe, potrzebują eksploracji, przemieszczania się, wędrowania. Ma to związek z instynktowną, atawistyczną potrzebą zdobywania pożywienia – wyjaśniła. – W tej chwili utrzymujemy zwierzęta w zamknięciu i na uwięzi, dostarczając im pokarm, więc ta podstawowa potrzeba jest niejako blokowana i tłumiona, ale to nie oznacza, że zwierzęta jej nie odczuwają – dodała.

Prof. Mamzer podkreśliła, że w toku udomowienia i świadomej hodowli ludzie wpłynęli na tzw. łańcuch łowiecki, czyli instynktowny ciąg zachowań – wypatrywanie, namierzanie, czajenie się, pościg za zwierzyną, upolowanie, zabicie i zjedzenie. Jednak – zaznaczyła – on wciąż jest zakodowany w instynkcie zwierząt, więc potrzeby ruchu, aktywności i eksploracji są tak samo zakorzenione.

– Dlatego utrzymywanie psów w klatkach, boksach, kojcach czy na łańcuchach jest absolutnie niezgodne z fundamentalnymi potrzebami, jakie te zwierzęta mają. To jest frustrowanie ich instynktów – zaznaczyła.

Stąd – dodała – tzw. czynności stereotypowe, jak np. nadmierna wokalizacja, niszczenie przedmiotów czy gonienie własnego ogona.

– Różne zaburzenia behawioralne, które pokazują, że to zwierzę cierpi, bo po prostu czuje wewnętrzną presję, żeby coś robić, a nie może – dodała.

Prof. Mamzer podkreśliła, że z takich ograniczeń i zamykania psów w kojcach bierze się też dużo agresji.

– Według prawa Dollarda-Millera i teorii frustracji-agresji, jeżeli chcemy np. zdać egzamin na prawo jazdy i nie możemy, choć próbujemy już któryś raz, to albo popadamy w stan obniżonego nastroju, czyli płaczemy, jest nam przykro, jesteśmy załamani, odczuwamy niemoc – albo popadamy w agresję, a więc krzyczymy, pomstujemy na instytucję czy egzaminatora – powiedziała.

Zatem – dodała – na skutek niemożności zrealizowania potrzeb pojawiają się zachowania agresywne.

– Tak samo działa to u psów. Jeśli będziemy blokować ich potrzeby, to będziemy podnosić prawdopodobieństwo agresji – zaznaczyła.

Podobnie – zauważyła – często jest tak, że psy utrzymywane w kojcach, po wypuszczeniu albo po wymknięciu się z nich, nie panują nad swoją energią i niejednokrotnie dokonują pogryzień.

– W ten sposób przenoszą rozładowanie agresji na dostępny bodziec – na przykład na dziecko, które znajduje się w pobliżu, albo na osobę, która tamtędy przechodzi, albo na psa, którego akurat zobaczą – wyjaśniła ekspertka.

Zastrzegła, że „agresja psów w ogromnej mierze bierze się z tego, że żyją w złych warunkach i ich potrzeby nie są zaspokojone”.

– Kojce naprawdę generują agresję, dlatego zamykanie w nich psów to absurd, który nie powinien mieć w ogóle miejsca – dodała.

Wyjątkiem – zaznaczyła – jest np. zabezpieczenie zwierzęcia poranionego czy przewóz samochodem, „wciąż jednak powinien to być stan wyższej konieczności”.

Jednak według prof. Mamzer zamykanie psów w kojcach nie będzie wyjątkowe – będzie rutynowe.

– Tak mówi praktyka życia społecznego i doświadczenie w ocenianiu różnych spraw – dodała.

Jak zaznaczyła, „znajdą się ludzie, którzy powiedzą, że nie mają możliwości chodzenia na spacery i tak dalej”.

– Na to odpowiedź jest jedna: psa nie trzeba mieć. A jeśli się go ma, to trzeba o niego dbać zgodnie z jego potrzebami – dodała.

Prof. Mamzer poinformowała też, że w Polsce opracowywane są publikacje naukowe na temat „restrykcji przestrzennej u psów traktowanej jako wieloaspektowy stresor, który obniża poczucie dobrostanu i generuje napięcie na poziomie fizjologicznym, psychologicznym i somatycznym”. Przekazała, że materiał na ten temat, przygotowany przez nią wraz z prof. lek. wet. Waldemarem Grzegorzewskim z Uniwersytetu Rzeszowskiego, został przekazany do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Ustawa zakazująca trzymania psów na uwięzi, która wejdzie w życie 28 lipca 2027 r., dopuszcza utrzymywanie psa w kojcu – w przypadku braku możliwości zapewnienia psu utrzymywanemu poza lokalem mieszkalnym stałego, swobodnego poruszania się po terenie z powodu braku jego ogrodzenia lub stwarzania przez psa niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia człowieka lub innego zwierzęcia.

Paulina Kurek (PAP)

pak/ joz/



Polska, Warszawa

PRZECZYTAJ JESZCZE
Zamieszczone na stronach internetowych portali działających w grupie Twoje-Miasto materiały sygnowane skrótem „PAP” objęte są ochroną polskiego i międzynarodowego prawa własności intelektualnej. Jakiekolwiek wykorzystanie tych materiałów, w tym w celu eksploracji tekstów i danych, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dotyczącymi dozwolonego użytku osobistego, jest zabronione.
reklama

Kalendarz Wydarzeń / Koncertów / Imprez w Polsce