Śląskie: 17-latek po grypie przeszedł przeszczep płuc; w szpitalu spędził osiem miesięcy
17-latek po zakażeniu grypą trafił do szpitala w stanie ciężkiej niewydolności wielonarządowej. W Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu przeszedł przeszczep płuc, a po blisko ośmiu miesiącach hospitalizacji przygotowuje się do powrotu do domu.
Kacper zachorował na początku roku. Jak opowiadała jego mama Joanna, pewnego dnia źle się poczuł, a już dzień później badanie potwierdziło grypę typu A. Następnie nastolatek trafił na oddział intensywnej terapii w Katowicach. Jego stan szybko się pogarszał.
- Młody chłopak, który nie chorował nigdy na nic, był sportowcem, trafia w ekstremalnie ciężkim stanie, właściwie z niewydolnością wszystkiego, co można mieć: niewydolnością wątroby, nerek, płuc, serca – powiedział dr Maciej Urlik, kardiochirurg i transplantolog Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.
Lekarz wyjaśnił, że grypa doprowadziła do bardzo rozległego uszkodzenia tkanki płucnej i otworzyła drogę zakażeniu bakteryjnemu. U Kacpra rozwinęła się ciężka sepsa gronkowcowa, a bakteria była wielolekooporna. Jedno z płuc pękło i intensywnie krwawiło. Nastolatek wymagał wspomagania ECMO, czyli aparatury zastępującej pracę płuc.
- Właściwie nie było już nic więcej, co można by było zrobić – wyjaśnił dr Urlik, opisując stan chłopca przed transportem do Zabrza. Dodał, że Kacper był wówczas podłączony do dwóch respiratorów.
W Zabrzu lekarze początkowo rozważali usunięcie uszkodzonego płuca i oczekiwanie na poprawę drugiego, jednak ostatecznie udało się farmakologicznie opanować krwawienie. Zespół zdecydował się na kwalifikację do przeszczepienia płuc mimo bardzo wysokiego ryzyka związanego m.in. z utrzymującą się infekcją.
Do transplantacji doszło około dwóch tygodni po przyjęciu Kacpra do zabrzańskiego ośrodka. Operacja trwała około 13 godzin. - Podjęliśmy to ryzyko, bo rzeczywiście pacjent miał wiele przeciwwskazań, tak na pierwszy rzut oka, do wykonania tej transplantacji. Natomiast to była jedyna możliwość, żeby uratować Kacprowi życie – powiedziała anestezjolog dr Anna Piórko.
Jak relacjonował dr Urlik, usunięte podczas operacji płuca były wyjątkowo zniszczone. W prawym znajdował się otwór wielkości około 10 cm, a przez uszkodzenie chłopak tracił nawet około 4 litrów krwi dziennie. Łącznie przed transplantacją, podczas niej i po niej przetoczono mu ponad 100 jednostek preparatów krwi.
- Te płuca naprawdę wyglądały fatalnie. Taki obraz zdarza się bardzo rzadko – zaznaczył lekarz.
Sam przeszczep nie zakończył jednak leczenia. Po operacji u Kacpra występowały kolejne powikłania, w tym zakażenia i sepsy, niewydolność nerek wymagająca dializoterapii, niewydolność prawej komory serca, zaburzenia układu krwiotwórczego oraz krwawienie z przewodu pokarmowego. Chłopiec był hospitalizowany niemal nieprzerwanie przez około osiem miesięcy.
- To ogromna praca setek osób: lekarzy różnych specjalności, pielęgniarek, fizjoterapeutów, psychologów, dietetyków. Nie ma medycyny jednego człowieka. Jesteśmy zespołem – powiedziała dr Piórko.
Ważną częścią leczenia jest rehabilitacja. Po tak ciężkim przebiegu choroby i transplantacji Kacper stracił znaczną część siły mięśniowej i początkowo nie był w stanie samodzielnie poruszać rękami i nogami.
Sam Kacper podkreślił, że chce przede wszystkim wrócić do szkoły. Przez osiem miesięcy pobytu w szpitalu ma zaległości w nauce. W szpitalu obchodził także swoje 18. urodziny, które personel przygotował dla niego i jego rodziny.
– Na pewno rehabilitacja, powrót do szkoły.
Dr Urlik zwrócił uwagę, że historia Kacpra pokazuje, iż grypa może mieć także bardzo ciężki przebieg. Zaapelował też, by informacje dotyczące grypy i szczepień czerpać od osób posiadających wiedzę medyczną.
Obecnie Kacper jest przygotowywany do kolejnego etapu leczenia. - Powoli, powoli jesteśmy jedną nogą w domu – podsumowała jego mama. (PAP)
jms/ joz/
Polska, Zabrze




