Piątkowska: proponuję Kraków spokojnego, harmonijnego rozwoju i ewolucyjnej zmiany
11 października w Krakowie odbędzie się druga tura przedterminowych wyborów prezydenta Krakowa. Zmierzą się w niej radny miejski, przedsiębiorca Łukasz Gibała (36,38 proc. głosów w I turze) oraz senator Koalicji Obywatelskiej Monika Piątkowska (29,91 proc. głosów w I turze).
Polska Agencja Prasowa: Pani senator, pierwszą turę wyborów wygrał Łukasz Gibała z około 6-procentową przewagą. Gdzie pani upatruje możliwości odrobienia straty i wyprzedzenia go w drugiej turze?
Monika Piątkowska: Na początku tej kampanii byłam na czwartym miejscu, a były też sondaże, które dawały mi wynik właściwie na granicy błędu statystycznego. Żaden z nich nie przewidział wyniku, który osiągnęłam w pierwszej turze. Dlatego oczywiście cieszę się, że teraz z sondażu na sondaż moje poparcie rośnie i różnica się zmniejsza, ale podchodzę do tego spokojnie. Jedyny sondaż, w który naprawdę uwierzę, odbędzie się 11 października przy urnach wyborczych.
Do tego czasu mam jedno zadanie: przekonywać Krakowianki i Krakowian. Proponuję Kraków spokojnego, harmonijnego rozwoju i ewolucyjnej zmiany. Miasto dobrze zarządzane, współpracujące z mieszkańcami, rządem, uczelniami i biznesem. Mamy przed sobą dwa lata, więc nie możemy ich zmarnować. Do ostatniej godziny kampanii będę pracowała i przekonywała mieszkańców do tej wizji.
PAP: Najbliższe dni to ostatnia prosta przed finiszem kampanii wyborczej w Krakowie. Co Pani szykuje na koniec tego maratonu? Jakich gości i wydarzeń mogą się jeszcze spodziewać Krakowianie?
M.P.: Rzeczywiście odwiedza mnie wiele osób znanych z życia publicznego i bardzo doceniam ich wsparcie. Ale nie chciałabym, żeby ostatnie dni tej kampanii sprowadzały się do pytania, kto jeszcze przyjedzie do Krakowa. Każdą z tych wizyt staram się wykorzystać przede wszystkim do rozmowy o konkretnych sprawach miasta. Jeśli przyjeżdża minister, rozmawiamy o tym, jakie wsparcie Kraków może uzyskać. Jeśli przyjeżdża prezydent dużego miasta, rozmawiamy o jego doświadczeniach i rozwiązaniach, które mogą być przydatne również u nas.
Końcówkę kampanii chcę spędzić przede wszystkim na ulicach, wśród mieszkańców. Tak prowadziłam tę kampanię od początku i tak chcę ją zakończyć. A jeśli pojawią się jeszcze goście, to właśnie w takim charakterze: jako okazja do zwrócenia uwagi na konkretne potrzeby Krakowa.
PAP: Jak ocenia pani kondycję miasta i samorządu po dwóch latach prezydentury Aleksandra Miszalskiego?
M.P.: Mieszkańcy dokonali swojej oceny w referendum i ten etap mamy za sobą. Nie chcę prowadzić kampanii przeciwko Aleksandrowi Miszalskiemu ani bez końca rozliczać ostatnich dwóch lat. Mnie interesuje przede wszystkim to, co zrobimy od następnego dnia po wyborach. Kraków potrzebuje dzisiaj spokojnego zarządzania, uporządkowania finansów, jasnych priorytetów i odbudowania zaufania mieszkańców do sposobu podejmowania decyzji w mieście. Moim zadaniem jest przedstawienie alternatywy na kolejne dwa lata i temu poświęcam tę kampanię.
PAP: Nadchodząca kadencja będzie krótsza. Jakie będą pani pierwsze decyzje po ewentualnym wyborze na prezydenta? Co z budżetem na przyszły rok, nad którego projektem prace już trwają?
M.P.: Pierwszą rzeczą będzie dokładny audyt finansów, inwestycji i funkcjonowania miasta. Powtarzam: najpierw audyt, potem decyzje. Chcę wiedzieć, jakie zobowiązania przejmujemy, które inwestycje są już zakontraktowane, jakie są rzeczywiste możliwości finansowe miasta i gdzie możemy szukać oszczędności. Jednocześnie miasto nie może zatrzymać się na kilka miesięcy, dlatego prace nad budżetem będą kontynuowane. Po wyborach trzeba będzie bardzo szybko ocenić przygotowany projekt i ustalić priorytety. Dwa lata to krótko. Właśnie dlatego od pierwszego dnia trzeba wiedzieć, co jesteśmy w stanie zrobić, za ile i z jakiego źródła to sfinansujemy. Nie chcę składać obietnic bez pokrycia.
PAP: W trakcie kampanii referendalnej i wyborczej wybijały się takie zagadnienia, jak Strefa Czystego Transportu, ceny biletów komunikacji miejskiej, walka z patodeweloperką i turystyfikacją miasta. Czy podejmie pani te problemy po ewentualnym zwycięstwie?
M.P.: Oczywiście. To są sprawy, o których mówię właściwie od początku kampanii. Chcę powrotu biletu 20-minutowego. W przypadku Strefy Czystego Transportu proponuję ograniczenie jej do drugiej obwodnicy. Jeżeli chodzi o najem krótkoterminowy, chcę dać miastu możliwość tworzenia obszarów, na których będzie on ograniczany, ale to wymaga także odpowiednich rozwiązań ustawowych i współpracy z administracją centralną. Podobnie jest z chaotyczną zabudową. Nie jestem przeciwko deweloperom, bo Kraków potrzebuje mieszkań i nowych inwestycji. Natomiast to miasto musi określać zasady rozwoju, a nie dostosowywać miasto do pojedynczych inwestycji.
Jeżeli mieszkańcy powierzą mi urząd prezydenta, te sprawy znajdą się wśród moich priorytetów.
PAP: Prezydent Aleksander Miszalski zapowiadał, że metro powstanie w Krakowie za 10 lat, komisarz Stanisław Kracik studził nastroje, mówiąc, że to perspektywa po 2040 roku. Do której prognozy Pani bliżej? Jakie działania powinien podjąć przyszły prezydent, aby metro powstało?
M.P.: Mam tutaj własną prognozę. Uważam, że perspektywa realizacji metra po 2030 roku, ale przed 2040 rokiem, jest możliwa. Nie chcę natomiast dzisiaj wskazywać konkretnego roku tylko po to, żeby dobrze wyglądał w kampanii. Metro jest inwestycją miastotwórczą, która wykracza daleko poza jedną kadencję prezydenta. W najbliższych dwóch latach trzeba zrobić wszystko, żeby ten projekt był rzeczywiście gotowy do realizacji: dokumentacja, decyzje, finansowanie i współpraca z administracją centralną. Najgorsze, co możemy zrobić, to przez kolejne lata dyskutować o dacie otwarcia, zamiast konsekwentnie przygotowywać inwestycję.
PAP: Krakowowi ciąży wysokie zadłużenie. Jak będzie Pani walczyć z narastającym długiem miasta?
M.P.: Nie ma jednego prostego ruchu, którym można rozwiązać problem zadłużenia Krakowa. I nie będę obiecywała mieszkańcom, że w ciągu dwóch lat magicznie zlikwiduję dług. Zacznę od audytu. Musimy zobaczyć nie tylko sam poziom zadłużenia, ale również koszty jego obsługi, zobowiązania miasta i spółek oraz pełną listę planowanych inwestycji. Potem trzeba będzie ustalić priorytety. Są inwestycje, których Kraków potrzebuje i z których nie możemy rezygnować. Są takie, które można etapować albo przesunąć. Chcę też dokładnie przyjrzeć się kosztom funkcjonowania urzędu i miejskich spółek. Równocześnie trzeba dużo skuteczniej pozyskiwać pieniądze z zewnątrz: z budżetu państwa, funduszy europejskich i innych dostępnych źródeł. Dobre zarządzanie finansami nie polega wyłącznie na cięciu. Polega na tym, żeby każdą złotówkę wydawać rozsądnie i jednocześnie umieć zdobywać dla miasta dodatkowe środki.
Chcę doprowadzić do sytuacji, w której zadłużenie przestanie rosnąć w sposób zagrażający możliwościom rozwojowym miasta, a Kraków odzyska większą przestrzeń finansową na kolejne lata.
PAP: Nadchodzą decydujące dni kampanii. Co chciałaby Pani powiedzieć Krakowianom przed 11 października?
M.P.: Przede wszystkim chciałabym poprosić mieszkańców, żeby poszli na wybory. Bez względu na to, na kogo głosowali w pierwszej turze. Ostatnie miesiące były w Krakowie bardzo intensywne. Było dużo emocji, sporów, niestety również hejtu. Chciałabym, żeby 11 października ten etap się zakończył i żebyśmy od następnego dnia mogli wrócić do rozmowy o mieście.
Proponuję Kraków spokojnego, harmonijnego rozwoju i ewolucyjnej zmiany. Miasto dobrze zarządzane, bezpieczne, coraz bardziej stabilne finansowo i blisko mieszkańców. Proszę Krakowian o zaufanie i o głos. A później chciałabym po prostu zabrać się do pracy. (PAP)
rgr/ rbk/
Polska, Kraków




