Touroperatorzy: wojna w Zatoce nie powinna wpłynąć na plany wakacyjne Polaków
Amerykańsko-izraelska wojna i blokowanie Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa 20 proc. światowego eksportu ropy, wpływa także na turystykę. Skutki konfliktu odczuwają już przewoźnicy z krajów azjatyckich, które zaopatrują się w ropę przede wszystkim u dostawców z Zatoki Perskiej.
Jak podał brytyjski dziennik „The Times”, azjatyckie linie lotnicze, takie jak AirAsia i Vietnam Airlines, ograniczyły swoje rozkłady lotów w kwietniu i maju, aby chronić zapasy paliwa. Z kolei Cathay, z siedzibą w Hongkongu, do wszystkich nowych rezerwacji na loty długodystansowe dodał od 1 kwietnia specjalne opłaty.
Europejska branża lotnicza i turystyczna, według brytyjskiej gazety, ma wciąż mniejsze kłopoty, choć i tu rośnie napięcie. W ubiegłym tygodniu organizacja reprezentująca europejskie porty lotnicze Airports Council International Europe ostrzegła, że jeśli w Cieśninie Ormuz nie powróci w ciągu najbliższych trzech tygodni ruch tankowców, Europie może grozić „systemowy niedobór paliwa lotniczego”.
Czy zagrożone są więc wakacyjne plany Polaków? Zdaniem wiceprezesa biura podróży Rainbow Piotra Burwicza, nie ma powodu do niepokoju, a sytuacja geopolityczna nie powinna wpłynąć na plany wakacyjne Polaków.
– Nie przewidujemy istotnych zakłóceń. Zdecydowana większość realizowanych połączeń obejmuje kierunki europejskie oraz basen Morza Śródziemnego, który pozostaje rynkiem dobrze zaopatrzonym w paliwo lotnicze – podkreślił Burwicz. Dodał, że realizowane przez jego firmę trasy są relatywnie krótkie, co umożliwia efektywne zarządzanie tankowaniem. W praktyce oznacza to możliwość zaopatrywania się w paliwo w wybranych portach, gdzie jest ono tańsze i łatwiej dostępne, przy jednoczesnym realizowaniu lotów trwających zazwyczaj od dwóch do trzech godzin. Problemy mogą za to sprawiać loty długodystansowe, np. połączenia z Azją czy transatlantyckie, na których samoloty trzeba tankować do pełna i trwają one nawet kilkanaście godzin. To jednak kierunki modne przede wszystkim zimą, a tego lata w opinii wiceprezesa Rainbow „sentyment rynku” kieruje się w stronę Grecji i Hiszpanii.
ORLEN Aviation, który dostarcza paliwo polskiemu przewoźnikowi i liniom czarterowym, także uspokaja. Według informacji przekazanej PAP przez Dział Prasowy Orlen SA, pomimo sytuacji geopolitycznej dostawy paliw lotniczych do klientów Orlenu są realizowane na bieżąco i zgodnie z planem. Poza tym, jak poinformowała spółka, „dostawy surowca potrzebnego do produkcji paliw lotniczych nie są oparte o trasy przebiegające przez Cieśninę Ormuz – są realizowane inną drogą, głównie w oparciu o systemy rurociągów”. Orlen nie widzi także sygnałów wskazujących na zagrożenie dostaw dla linii czarterowych. Firma przyznaje, że sytuacja na rynku jest stale monitorowana.
Orlen sprowadza ropę nie tylko z Arabii Saudyjskiej, która z powodu wojny przekierowała zresztą część wydobywanego surowca do rurociągu omijającego Cieśninę Ormuz, ale również z Norwegii, USA i Afryki Zachodniej.
Także Piotr Rudzki, kierownik komunikacji w zarządzających lotniskiem Chopina w Warszawie Polskich Portach Lotniczych (PPL), zapewnił w rozmowie z PAP, że nie ma „żadnych sygnałów o ewentualnych trudnościach czy niedoborach” od dostawców paliwa, a są nimi ORLEN Aviation i BP Aramco. Zwrócił przy tym uwagę na to, że na terenie Unii Europejskiej łatwiej jest pozyskać paliwo niż np. w Wielkiej Brytanii, niemającej dostępu do sieci europejskich rurociągów, którymi można przesyłać ropę do kraju, któremu jej w danym momencie brakuje.
Obawa przed ograniczoną dostępnością paliwa lotniczego nie jest jednak jedynym negatywnym skutkiem trwającej na Bliskim Wschodzie wojny. Według prowadzonego przez IATA (Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Lotniczych) i zamieszczającego cykliczne raporty serwisu Jet Fuel Price Monitor, wzrost cen paliwa lotniczego rok do roku wyniósł w kwietniu niemal 120 proc. Rosnąca cena paliwa lotniczego to jeden z kluczowych komponentów kosztów w turystyce.
W korespondencji z PAP Biuro Prasowe Polskich Linii Lotniczych LOT przyznało, że „podobnie jak cała branża lotnicza” mierzą się one obecnie z „istotnym” wzrostem cen paliwa, który przekłada się na wyższe koszty operacyjne. Biuro prasowe LOT przekazało, że „LOT prowadzi działania zabezpieczające, jednak przy utrzymującej się zmienności rynkowej nie są one w stanie w pełni zneutralizować presji kosztowej”. Zapewniło zarazem, że „przewoźnik koncentruje się na optymalizacji operacyjnej, w tym dostosowaniu siatki połączeń do aktualnych realiów rynkowych”, a także „elastycznie zarządza flotą, kierując ją na rynki umożliwiające utrzymanie stabilnych operacji”. PAP nie uzyskała informacji, czy wyższe koszty operacyjne przełożą się na wyższe ceny dla pasażerów LOT-u.
Wzrostu cen tegorocznych wyjazdów zagranicznych nie wyklucza za to w swoich prognozach Polska Izba Turystyczna (PIT). Rzecznik prasowa PIT Katarzyna Turosieńska powiedziała PAP, że z powodu rosnących cen paliwa koszty wyjazdów mogą być „realne”, choć nie oznacza to według niej automatycznie gwałtownych podwyżek dla wszystkich klientów.
Zwróciła uwagę, że operatorzy starają się amortyzować wahania kosztów, a ponieważ rynek jest konkurencyjny, nie wszystkie wzrosty są od razu przenoszone na klienta. – W praktyce oznacza to, że jeśli wojna się przedłuży, ceny mogą rosnąć, ale raczej stopniowo i selektywne, a nie skokowo dla wszystkich kierunków – oceniła Turosieńska. W jej opinii warto też pamiętać, że część ofert na lato została zakontraktowana wcześniej, „często z zabezpieczeniem cen paliwa”.
Wiceprezes Rainbow przyznał, że jego firma stosuje właśnie taką politykę zabezpieczeń przed gwałtownym wzrostem cen paliw. Polega ona na kontraktowaniu paliwa z wielomiesięcznym wyprzedzeniem, w oparciu o ceny obowiązujące w momencie zawierania transakcji na rynku międzybankowym. – W przypadku spadku cen paliwa jesteśmy zobowiązani do pokrycia różnicy, natomiast w sytuacji ich wzrostu, tak jak obecnie, otrzymujemy rekompensatę, która równoważy wyższe koszty – wyjaśnił Burwicz.
Przyznał, że Rainbow wstrzymał loty do krajów w rejonie Zatoki Perskiej i operacje czarterowe do Dubaju i Jordanii do czasu, kiedy sytuacja na Bliskim Wschodzie się nie ustabilizuje. Firma ma też główny hub przesiadkowy w Dubaju, ale z uwagi na niestabilność w tym regionie klientom proponowane są alternatywne trasy u alternatywnych przewoźników, by uniknąć międzylądowań w tym rejonie.
Turosieńska przekonywała w rozmowie z PAP, że turyści nie powinni się zbytnio obawiać odwoływania podróży przez operatorów. Scenariusz anulacji jest według niej możliwy w sytuacjach skrajnych, zwłaszcza gdyby doszło do realnych braków paliwa na lotniskach, do ograniczenia siatki połączeń czy też decyzji przewoźników o redukcji lotów.
Przyznała jednak, że już teraz pojawiają się sygnały, że linie lotnicze rozważają cięcia połączeń i zmiany rozkładów w związku z rosnącymi kosztami i dostępnością paliwa, a europejskie lotniska ostrzegają, że w sezonie letnim, bez poprawy sytuacji możliwe są zakłócenia.
Przypomniała także, że w turystyce zorganizowanej obowiązuje ustawa o imprezach turystycznych, dlatego w przypadku odwołania wyjazdu, klient ma prawo do pełnego zwrotu środków lub imprezy zastępczej. Przy istotnych zmianach, np. zmiany terminu czy kierunku wylotu, klient może odstąpić od umowy bez kosztów. - Klienci biur podróży w tej sytuacji są zdecydowanie lepiej chronieni niż indywidualni podróżni – podkreśliła.
Pytana, czy Polacy wybiorą tym razem wakacje w kraju, żeby uniknąć niepotrzebnego ryzyka, rzecznik PIT oceniła, że nadal popularne są wyjazdy za granicę. Tym bardziej że oferta zagraniczna jest często konkurencyjna cenowo z krajową, szczególnie przy wcześniejszych rezerwacjach. – Oczywiście można w tej sytuacji spodziewać się większego zainteresowania kierunkami w Polsce. Jeśli pojawią się wyższe ceny transportu lotniczego, ograniczenia połączeń, to turystka krajowa naturalnie zyska, szczególnie w modelu weekendowym i krótkich pobytów – oceniła Turosieńska.
Anna Gwozdowska (PAP)
agw/ pś/ mhr/
Polska, Warszawa




