reklama
kategoria: Sport
18 sierpień 2026

Damian Żurek pełen wiary przed kolejnym sezonem. Stałem się zawodnikiem powtarzalnym

fot. Tomasz Jastrzębowski
Damian Żurek, lider reprezentacji Polski w łyżwiarstwie szybkim, nie porzuca myśli o kolejnych olimpijskich sukcesach i snuje plany, aby za cztery lata ponownie atakować olimpijskie podium. Wiadomo już, że w 2030 roku panczeniści będą mieć dodatkową szansę na olimpijski medal, czyli sprint drużynowy. – Każdy u nas cieszył się na tę wiadomość, zwłaszcza że od lat mamy czołową drużynę w sprincie – wskazał podwójny mistrz Europy na dystansach sprinterskich.

Polscy łyżwiarze szybcy na przestrzeni ostatnich sezonów udowodnili, że nie muszą mieć kompleksów w starciu z czołówką. Szeroką ławą do światowego topu wdarli się zwłaszcza nasi panczeniści, między innymi za sprawą Damiana Żurka, który jako pierwszy z Polaków znalazł się na podium mistrzostw świata w konkurencji indywidualnej (brąz MŚ 2024 w biegu na 500 m). 27-latek zyskał największy rozgłos w zeszłym sezonie, kiedy regularnie zaczął się pojawiać w strefie medalowej na największych imprezach. Żurek aż dziewięć razy kończył rywalizację z medalem PŚ, a wysokie miejsca w poszczególnych zawodach sprawiły, że na koniec światowego cyklu uplasował się na drugich miejscach w klasyfikacjach generalnych 500 i 1000 m. Dodatkowo w styczniu tego roku w Tomaszowie Mazowieckim – w historycznych mistrzostwach Europy, rozgrywanych po raz pierwszy w Polsce – lider naszej kadry narodowej sięgnął po dwa tytuły mistrzowskie (na 500 i 1000 m). Niewiele zabrakło również do sukcesu na zimowych igrzyskach olimpijskich, gdzie na obu indywidualnych dystansach otarł się o podium, zajmując za każdym razem czwarte lokaty. Wyniki te jasno wskazują, iż Żurek na stałe wpisał się do ścisłej, światowej czołówki nadającej ton rywalizacji.

Wraz z trenerem Arturem Wasiem ustaliliśmy plan, żeby przez cztery lata dążyć do systematycznego poprawiania wyników. Z roku na rok nie da się osiągnąć czegoś większego, tylko trzeba zaufać procesowi aby wreszcie ciężka praca zaowocowała. Co roku się poprawiałem z czasami, widziałem tego efekty na treningach i zawodach. Poprzedni sezon spełnił jedno z moich sportowych marzeń. Wcześniej też stawałem na podium PŚ, ale tylko co jakiś czas, a w ubiegłym roku wszedłem do światowej czołówki i w niej się utrzymałem. Cieszę się, że stałem się zawodnikiem powtarzalnym, to było coś budującego i motywującego do jeszcze cięższej pracy – podkreśla Żurek.

Żurek w przerwie między sezonami wybrał się na zasłużone wakacje. Wypoczywał m.in. na Maderze, ale jak sam przyznaje, przez lata kariery nauczył się aktywnie spędzać czas i nawet podczas urlopu towarzyszył mu sport.

Takiego wypoczynku bez jakiegokolwiek treningu nie było zbyt wiele. To już jest tak zakorzenione we mnie, że ciężko jest zmienić podejście. Wiadomo, że między sezonami nie wykonuje się ciężkich treningów, ale ta aktywność praktycznie była ze mną przez cały czas. Czterolecie było naprawdę intensywne, ale tamten sezon zakończyłem z bardzo dużymi sukcesami i z takim bagażem doświadczeń wchodzę w kolejny cykl, w kolejne czterolecie. W głowie mam kolejne cele, motywacja jest niezmiennie ta sama i staram się patrzeć tylko przed siebie – zaznacza zawodnik reprezentacji Polski w łyżwiarstwie szybkim,

której starty wspiera sponsor główny PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

Do kolejnego sezonu polscy sprinterzy będą się przygotowywać pod okiem tego samego sztabu szkoleniowego. Zarząd Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego przedłużył współpracę z Arturem Wasiem, który od ponad czterech lat pracuje w roli pierwszego trenera.

Trener Waś dokładnie wie, co robi, a ja mu ufam. Oczywiście, w programie treningowym pojawiają się nowości i delikatne zmiany, ale przez te lata zbudowaliśmy pewien trzon współpracy, którego się trzymamy. Widzę, że dalej jest sporo do poprawy, cały czas mogę się rozwijać pod względem siły, wydolności czy nawet techniki. W głowie dalej pozostało uczucie niedosytu i dążenie do perfekcji – opowiada Żurek, nasz specjalista

od biegów na dystansach 500 i 1000 m.

W przeszłości sam zawodnik kilkukrotnie sygnalizował, że nie zamyka się na obie konkurencje i zastanawia się np. nad próbą startów na 1500 m. Jak przyznaje, temat nie jest definitywnie zamknięty, ale zmieniła się jego optyka na tę kwestię.

Cztery biegi podczas jednego weekendu to może być troszeczkę za dużo, bo pamiętajmy, że w każdym wyścigu trzeba jechać na maksa. Jeszcze nie podjąłem ostatecznej decyzji, na razie trenuję i się przygotowuję do sezonu. Pewnie w jakichś zawodach przed startem Pucharu Świata sprawdzę się na 1500 m i zobaczymy, jak to się wszystko ułoży – tłumaczy olimpijczyk z Pekinu i Mediolanu.

Żurek, a także Marek Kania i Piotr Michalski w poprzednich latach stanowili niezmiennie filary męskiej reprezentacji sprinterów. Ten ostatni zakończył jednak sportową karierę, w związku z czym do sprintu będzie potrzebne trzecie ogniwo. Zdaniem Żurka, w kadrze narodowej nie brakuje utalentowanych młodszych zawodników i kibice ze spokojem mogą obserwować potencjalnych liderów.

Już w tamtym sezonie było widać, że mamy silną drużynę. Nie chcę wchodzić w buty trenera Wasia, ale choćby Szymek Wojtakowski na ME w Tomaszowie już pokazał, że może być dobrym uzupełnieniem na trzecią rundę w sprincie drużynowym. Tworzy się u nas fajna paczka i jestem przekonany, że w nadchodzącym sezonie znów dostarczymy sporo emocji. Ze spokojem można patrzeć w przyszłość – nie ukrywa Żurek, który w męskiej grupie sprinterów

jest najstarszym zawodnikiem, a z jego doświadczenia i wiedzy

starają się czerpać młodsi koledzy.

Fajne jest to, że ci młodzi zawodnicy nie zamykają się w sobie i są głodni informacji. Szybko wpasowali się w grupę, dobrze się dogadujemy ze sobą i to jest budujące na przyszłość – dopowiada Żurek.

Nadchodzący sezon Pucharu Świata w łyżwiarstwie szybkim rozpocznie się 13 listopada w Pekinie. Trzy tygodnie wcześniej w Tomaszowie Mazowieckim czekają nas mistrzostwa Polski na dystansach. Co ciekawe, biało-czerwoni trzykrotnie wystartują w Heerenveen – najpierw w ramach PŚ (4-6 grudnia), a następnie podczas imprez mistrzowskich. W styczniu odbędą się tam ME (8-10 stycznia), zaś na zakończenie sezonu zostaną rozegrane MŚ (25-28 lutego).

Kto wie, czy będzie to arena przyszłych igrzysk, więc przynajmniej będziemy mieć dobrze objeżdżony ten tor. Dla mnie nie ma większego znaczenia, jak zostanie ułożony kalendarz startów. Oczywiście, bardzo lubię startować na szybkich torach w Calgary i Salt Lake City, ale skupiam się wyłącznie na tym, co jest ode mnie zależne. A na razie skupiam się na tym, żeby forma znów była wysoka jak w poprzednim sezonie – kończy Żurek.


PRZECZYTAJ JESZCZE
reklama

Kalendarz Wydarzeń / Koncertów / Imprez w Polsce