Sejmowa komisja pozytywnie zaopiniowała kandydaturę Macieja Berka na sędziego TK
Konieczność wyboru nowego sędziego TK jest związana z upływającą 18 września kadencją sędziego Justyna Piskorskiego. Głosowanie w Sejmie odbędzie się w piątek.
W czwartek kandydaturę Berka poparło 16 posłów komisji, 10 było przeciw, jeden wstrzymał się od głosu. Za kandydaturą Kotowskiego było 11 posłów, 16 było przeciw, jeden wstrzymał się od głosu.
Podczas posiedzenia komisji przedstawiono sylwetki Berka i Kotowskiego; posłowie zadawali też pytania obu kandydatom. Michał Wójcik (PiS) pytał Berka o twierdzenie, że był „prawą ręką” premiera Donalda Tuska. O staż w zawodzie radcy prawnego pytał Paweł Jabłoński (Rozwój Plus).
Berek podkreślił, że widnieje w dostępnym publicznie rejestrze radców prawnych. Dodał, że ustawa o radcach prawnych determinuje oraz określa, na czym polega wykonywanie zawodu radcy prawnego, na czym polega zgłoszenie wykonywania tego zawodu i jakie obowiązki są z tym związane. Poinformował, że obecnie jest także członkiem Okręgowej Izby Radców Prawnych. Zadeklarował, że jeśli zostanie wybrany przez Sejm na sędziego TK - od razu po wyjściu z sali plenarnej zaznaczy w rejestrze radców prawnych, że zaprzestał wykonywania tego zawodu.
Odnosząc się do dotychczasowej pracy w rządzie powiedział, iż współpracował z premierem Donaldem Tuskiem oraz z premier Ewą Kopacz, „którzy szanowali, jeśli ktoś mówił, że z jakiegoś powodu coś jest niedopuszczalne”.
Posłowie podnosili także kwestię pracy Berka w rządzie oraz udziału w procesie legislacyjnym. Berek podkreślił, że 28 lat „przepracował dla Polski”, z czego przez trzy lata pełnił funkcję ministra. - Z każdego roku tej pracy jestem dumny – mówił. - Oczywistym jest, że ktoś, kto jest członkiem Rady Ministrów pełni w przestrzeni publicznej taką funkcję, jaką pełni członek Rady Ministrów” - zaznaczył. - Nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby udawać, że jest inaczej. Ale też nie zamierzam na niczyje potrzeby anulować i udawać, że przez 25 lat poprzednich nie wykonywałem pracy urzędniczej – zaznaczył.
Berek odniósł się też do kwestii swojego ewentualnego udziału w TK w ocenie aktów normatywnych, w pracy nad którymi brał udział. - We wszystkich sprawach, w których zgodnie z linią orzeczniczą TK i ze standardami, które powinny być wypracowane w ramach składu sędziów TK zaistnieje przesłanka, potrzeba wyłączenia się, oczywiście takie wyłączenie się musi dotknąć także mnie, jeżeli taka przesłanka zaistnieje - zadeklarował. Dodał, że nie ma co do tego „najmniejszych wątpliwości”.
Podczas serii pytań do Berka panowała burzliwa atmosfera. Posłowie PiS wskazywali na pełnioną przez Berka do początków sierpnia funkcję rządzie. Krytykowali jego kandydaturę w kontekście założeń ustawy z 2024 r. Zakładała ona, że kandydowanie do TK byłoby możliwe dopiero po czterech latach od chwili zakończenia pełnienia przez kandydata funkcji w m.in. rządzie. Ustawa ta została skierowana przez ówczesnego prezydenta Andrzeja Dudę do TK, a ten uznał ją w 2025 r. za niekonstytucyjną.
Odpowiedział na te zarzuty szef komisji Paweł Śliz (Polska2050). – To wy wprowadziliście do Trybunału Konstytucyjnego politycznych nominatów (...), którzy działają na zlecenie waszego prezesa. Wy zniszczyliście i właśnie upokorzyliście Trybunał Konstytucyjny – mówił Śliz. Wymienił sędziów Trybunału powołanych w latach, gdy rządził PiS. - Pamiętacie? O prezesie, o pani prezes Trybunału Konstytucyjnego? Pawłowicz, Piotrowicz, Święczkowski. Politycy, którzy są powiązani bezpośrednio z waszą partią, którzy zasiadali w ławach sejmowych – mówił Śliz.
Marcin Warchoł (PiS) pytał Berka, czy ma świadomość, że ewentualne pełnienie funkcji sędziego TK „nie zwalania go” od możliwości postawienia przed Trybunałem Stanu. To - jego zdaniem - mogłoby się zdarzyć „za działania podjęte w czasie sprawowania urzędu ministra”. - Mamy po raz pierwszy taką sytuację, że prosto z ław rządowych bezpośrednio trafia prawa ręka premiera, polityk do Trybunału Konstytucyjnego. Tyle mówiliście o niezależności. No właśnie, gdzie jest ta niezależność? – pytał Warchoł. Według niego, Berek to będzie „ułomny sędzią bez należytych gwarancji immunitetu, dziewięcioletniej kadencji, niezawisłości”.
Natomiast Kotowski był pytany przez Iwoną Karolewską(KO), która zauważyła, że komisja już siódmy raz opiniuje jego kandydaturę. Posłanka pytała „co powoduje”, że uważa, iż tym razem Sejm poprze jego kandydaturę. - To jest dla mnie zawsze zaszczyt takie zgłoszenie - powiedział Kotowski. Ocenił, że odmowa byłaby „przejawem pewnego koniunkturalizmu” – że zrezygnował ze względu na to, iż nie został dotychczas wybrany przez Sejm na sędziego TK.
Kotowski był też pytany o fakt nieodebrania przez prezydenta ślubowania od czworga spośród sześciorga wybranych przez Sejm w marcu sędziów TK. Jak ocenił, „gdyby wszystko funkcjonowało idealnie”, a Sejm wybierałby kandydatów w odpowiednim czasie względem upływu kadencji danego sędziego – prezydent „tak, powinien bez względnej zwłoki odebrać to ślubowanie”.
Adrian Witczak (KO) pytał Kotowskiego, co zrobił w obronie niezależności TK „w czasie kryzysu do którego doprowadził PiS”. Kandydat PiS podkreślił, że od 18 lat jest urzędnikiem państwowym i równolegle kontynuował ścieżkę rozwoju naukowego. Zaznaczył, że nie uczestniczył w różnego rodzaju demonstracjach, dlatego że wiążą go „wymogi zawodowe, pracownika akademickiego i urzędnika państwowego”. Jak ocenił, mogłoby to budzić wątpliwości co do jego bezstronności.
Po posiedzeniu komisji Berek w rozmowie z dziennikarzami odniósł się do przepisów przywoływanej przez posłów ustawy z 2024 r. - Wszystkich państwa, którzy wzywają do tego, żeby przestrzegać standardu o karencji, chciałem zapytać, czy są gotowi doprowadzić do tego, żeby wszyscy uczestnicy zaangażowani w proces kształtowania Trybunału Konstytucyjnego przestrzegali wszystkich standardów? – podkreślił Berek.
Jak ocenił, gdyby obecnie zastosowany został „standard” wyznaczany przez skierowaną do TK ustawę „to nie mielibyśmy do czynienia z tym, z czym mamy do czynienia”. - Namawiam tylko i proszę: weźmy te standardy łącznie. Weźmy wszystkie standardy łącznie i wtedy niech wszyscy przestrzegają standardów wynikających z nieobowiązującego prawa. Wybieranie jednego ze zbioru standardów może nas prowadzić do pułapki, której myślę, że powinniśmy uniknąć – mówił Berek.
Zapytany, czy obawia się, że podzieli los czworga sędziów TK, którzy „siedzą na korytarzu” Trybunału niedopuszczeni do orzekania, Berek odparł, że to nie jest kwestia tego, czego się obawia. - To jest kwestia tego, żeby wszyscy zrozumieli, że tylko i wyłącznie przestrzeganie prawa może doprowadzić do tego, żeby wyjść z kryzysu konstytucyjnego - podkreślił. Zapewnił również, że jeśli zostanie sędzią TK, będzie „z pełnym wysiłkiem i zaangażowaniem” wspierał czwórkę sędziów, którzy nie zostali dopuszczeni do orzekania.
Berek podkreślił, że jeżeli zostanie wybrany w piątek będzie wykonywał „takie czynności, które musi - jeśli zostanie wybrany sędzią - sędzia wykonać”. - Potem się będziemy przyglądali rzeczywistości. Chcę pozostawać w nadziei na to, że ta rzeczywistość będzie zgodna z prawem - mówił.
Maciej Berek pełnił funkcję ministra-członka Rady Ministrów i szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów od powołania obecnego gabinetu w grudniu 2023 r. W marcu 2025 r. stanął na czele powołanego w kancelarii premiera rządowego zespołu ds. deregulacji. Od tego czasu patronował przygotowywanym przez rząd projektom deregulacyjnym. W lipcu 2025 r., przy okazji rekonstrukcji rządu, został ministrem ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. Premier postawił przed nim wówczas zadanie kontroli i rozliczania pracy ministrów.
W połowie sierpnia premier Donald Tusk ogłosił, że wyraził warunkową zgodę na odejście Berka z Rady Ministrów i jego kandydowanie na sędziego TK. Podkreślał przy tym, że Berek nie jest ani partyjnym, ani jego osobistym kandydatem na sędziego Trybunału. Wskazał, że sam udzielił tylko zgody na wycofanie Berka z rządu.
Sejm wybiera sędziów TK indywidualnie, na dziewięcioletnie kadencje, bezwzględną większością głosów. Według regulaminu Sejmu wnioski ws. wyboru sędziego TK przedstawia co najmniej 50 posłów lub Prezydium Sejmu. (PAP)
ef/ nl/ par/
Polska, Warszawa




