NASK: trzy wątki dezinformacji i teorii spiskowych po alercie RCB na wschodzie Polski
W czwartek przed południem mieszkańcy województwa lubelskiego i podkarpackiego usłyszeli syreny oraz otrzymali alert Rządowego Centrum Bezpieczeństwa (RCB) w związku z nalotem Rosji na zachodnią część Ukrainy. Rzecznik DORSZ ppłk Jacek Goryszewski jeszcze przed odwołaniem alertu przekazał PAP, że 4 km od granicy polsko-ukraińskiej najprawdopodobniej spadł lub został zestrzelony dron. W piątek rzecznik ppłk Goryszewski doprecyzował, że „dron osiągnął zamierzony cel”.
Jak zauważyła kierowniczka Ośrodka Analizy Dezinformacji w NASK dr Agnieszka Lipińska, wkrótce po ogłoszeniu alarmu w internecie zaczęły pojawiać się fałszywe informacje i narracje dotyczące ostrzeżenia RCB. - Początkowe dyskusje miały charakter informacyjny oraz spekulacyjny, a także odzwierciedlały działania różnych aktorów wpływu. Jednak po godzinie 14 na platformach społecznościowych pozostały głownie narracje dezinformacyjne, być może konferencja premiera (Donalda Tuska - PAP) obniżyła fale spekulacji i plotek. Nie zmienia to jednak faktu, że same narracje dezinformacyjne w polskiej infosferze osiągnęły w czwartek na platformie X milionowe zasięgi - wyjaśniła.
Ekspertka zidentyfikowała trzy główne wątki, wokół których budowano fałszywy przekaz.
– Pierwszy z nich opiera się na teorii spiskowej, według której polskie władze przeprowadziły świadomą prowokację i uruchomiły syreny bez powodu, chcąc (rzekomo) zastraszyć obywateli. W tych wpisach zaprzeczano faktom dotyczącym rosyjskich ataków na Ukrainę – wyjaśniła.
Druga z wymienionych przez rozmówczynię fałszywych narracji próbowała przerzucić całą odpowiedzialność za incydent na Ukrainę. Lipińska zwróciła uwagę, że aby wzmocnić ten przekaz i wywołać silne emocje u odbiorców, autorzy celowo manipulowali kontekstem zdarzenie z Przewodowa (województwo lubelskie) z listopada 2022 r. Wówczas doszło tam do eksplozji ukraińskiej rakiety wystrzelonej w trakcie zmasowanego ataku Rosji na Ukrainę. W wyniku tego incydentu zginęły dwie osoby.
W rzeczywistości, podczas czwartkowego ataku na Ukrainę, jeden z rosyjskich dronów uderzył 4 km od granicy polskiej o czym poinformował jeszcze przed odwołaniem alertu rzecznik DORSZ ppłk Jacek Goryszewski. Następnie potwierdził to podczas wystąpienia w Sejmie premier Donald Tusk mówiąc, że „bardzo blisko polskiej granicy, niedaleko ukraińskiego Jagodzina koło Dorohuska, znowu zaatakowano prawdopodobnie stację benzynową, była bardzo masywna eksplozja”.
- Trzecia, najbardziej nielogiczna teoria zakładała z kolei, że przy polskiej granicy w ogóle nie doszło do żadnego wybuchu, a dron rzekomo został zestrzelony znacznie wcześniej. Choć twierdzenia te są wewnętrznie sprzeczne, to należy pamiętać, że dezinformacja nie musi być logiczna, by skutecznie manipulować ludźmi – zaznaczyła analityczka.
Pytana o źródło pochodzenia tych fałszywych treści, Lipińska wskazała, że tezy o rzekomym „zastraszaniu społeczeństwa przez polską władzę” wpisują się w stałą linię propagandy Kremla, która regularnie oskarża Polskę o podżeganie do konfliktu. Jak zaznaczała, pozostałe wątki mogły być wynikiem spekulacji lub działań innych podmiotów.
Przed tego typu zagrożeniami asymetrycznymi ostrzegał również premier Tusk podczas swojego wystąpienia w Sejmie. Szef rządu, powołując się na ustalenia służb wywiadowczych, podkreślił, że w oficjalnych planach Rosji znajdują się hybrydowe uderzenia dronami i rakietami wymierzone w państwa wspierające Ukrainę, w tym bezpośrednio w Polskę. (PAP)
mzb/ bst/
Polska, Warszawa




