Ekspert: przesunięcie większej liczby żołnierzy USA z zachodniej Europy do Polski zajęłoby lata
Amerykański dziennik „Wall Street Journal” podał, że Biały Dom rozważa różne możliwości „ukarania” państw sojuszniczych w Europie, które zdaniem Amerykanów nie pomogły im w wojnie z Iranem. Plany te mają dopiero kiełkować, ale popierają je czołowi urzędnicy administracji Donalda Trumpa - informuje „WSJ”.
Jedną z analizowanych opcji jest według gazety relokacja amerykańskich wojsk do Polski, Rumunii, Grecji i na Litwę. Amerykańscy urzędnicy biorą według „WSJ” pod uwagę m.in. fakt, że kraje Europy Wschodniej, w tym Polska, należą do państw NATO najwięcej wydających na obronność.
– W mniejszej skali, czyli kilkuset do kilku tysięcy żołnierzy, bylibyśmy w stanie takie przesunięcie skonsumować w relatywnie krótkim czasie. Każde większe liczby wymagałyby intensywnych prac infrastrukturalnych i zajęłyby lata – ocenił w rozmowie z PAP Jacek Tarociński, ekspert z Zespołu Bezpieczeństwa i Obronności Ośrodka Studiów Wschodnich.
Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz w wywiadzie w piątkowej „Rzeczpospolitej" pytany o możliwość przesunięć sił amerykańskich w Europie w związku z przekonaniem Trumpa, że sojusznicy niedostatecznie wsparli go w konflikcie z Iranem, stwierdził, że liczymy na zwiększoną obecność wojsk amerykańskich w Polsce, niezależnie od sytuacji na Bliskim Wschodzie.
„To sytuacja związana z rozmowami, jakie prowadzimy od dawna ze Stanami Zjednoczonymi. Po pierwsze, utrzymanie obecności. Po drugie, zabieganie o wzmocnienie tej obecności na wschodniej flance NATO. Nie łącząc tej sytuacji z tym, co się dzieje na Bliskim Wschodzie, uważam, że ten proces nie jest zaburzony w żaden sposób. Bliski Wschód nie stoi nam na przeszkodzie w realizacji planu, który jest kreślony od kilkunastu miesięcy – dążenia do zwiększania obecności Amerykanów w Polsce" - powiedział Kosiniak-Kamysz.
W Polsce, jak informował w Sejmie wiceminister obrony narodowej Paweł Zalewski, jest obecnie 8,5 tys. amerykańskich żołnierzy. Na stałe stacjonują w Redzikowie, w Poznaniu w Camp Kościuszko, czyli wysuniętym Dowództwie V Korpusu, w U.S. Army Garrison Poland, czyli w garnizonie zapewniającym wsparcie infrastrukturalne wojskom amerykańskim, a także w magazynach APS-2 (Army Prepositioned Stock) w Powidzu, czyli składnicy sprzętu dla amerykańskiej brygady pancernej.
Ekspert Jacek Tarociński przypomniał, że sygnały o możliwości przesunięcia do Polski jakiejś części amerykańskich wojsk z innych krajów Europy pojawiały się już wcześniej. Nawet sami amerykańscy wojskowi sygnalizowali, jeszcze za czasów prezydentury Joe Bidena, aby np. przenieść z Niemiec do Polski, dla oszczędności i wygody, 10. Dowództwo Obrony Przeciwlotniczej i Przeciwrakietowej.
Według Tarocińskiego dzięki sprawnie realizowanej polsko-amerykańskiej umowie Enhance Defense Cooperation Agreement z 2020 roku, ułatwiającej Amerykanom stacjonowanie w naszym kraju, mamy w USA dobrą opinię.
Innym pozytywnym przykładem polsko-amerykańskiej współpracy jest jego zdaniem składnica w Powidzu. Amerykanom imponuje, że Powidz się rozwija. W dodatku zarówno poprzedni rząd Mateusza Morawieckiego, jak i obecny Donalda Tuska, oferuje zdaniem eksperta Amerykanom dużo lepsze warunki finansowe niż strona niemiecka czy inne kraje europejskie. – Można to traktować jako kartę przetargową, aby wiedzieli, że gdyby chcieli się wycofać z państw zachodnich, to przeniesienie tej całej infrastruktury byłoby dla nich opłacalne – zauważył ekspert.
Według dwóch urzędników administracji amerykańskiej, na których powołał się „WSJ”, oprócz relokacji wojsk, rozważana jest także opcja zamknięcia amerykańskiej bazy w co najmniej jednym z krajów europejskich, „być może w Hiszpanii lub Niemczech”.
Najbardziej znana amerykańska baza lotnicza w Niemczech, Ramstein, pełni funkcję siedziby Sił Powietrznych USA w Europie (USAFE) i jest obsługiwana przez 16 tys. osób. Największą amerykańską bazą wojskową poza granicami kraju jest z kolei Garnizon Armii USA w Bawarii, którego główna kwatera znajduje się w Grafenwoehr.
Zdaniem Tarocińskiego w przypadku przeniesienia jednej z niemieckich baz do Polski głównym problemem byłby brak zaplecza mieszkalnego.
– Nie mówimy przecież o przeniesieniu samych żołnierzy, nawet z rodzinami. Stałe stacjonowanie wojsk amerykańskich polega m.in. na postawieniu szkół, przedszkoli, szpitali, sklepów i stanowi część szerszego kompleksu, w którym, tak jak w Ramstein, znajduje się ponad 54 tys. żołnierzy oraz członków ich rodzin – zauważył ekspert.
W jego opinii budowa takiego zaplecza w Polsce jest oczywiście możliwa, ale byłaby bardzo kosztowna i długotrwała. Jak podkreślił, wszystkie problemy związane z budową bazy wojskowej widać na Litwie, gdzie wciąż trwają przygotowania do przyjęcia niemieckiej brygady z rodzinami.
Warto też jego zdaniem pamiętać o potencjalnych napięciach społecznych związanych z pojawieniem się zagranicznych żołnierzy. Trudno jest wytłumaczyć lokalnej społeczności, że za jej pieniądze buduje się dla obcych żołnierzy szpital, z którego nie będzie mogła korzystać.
Tarociński jest zdania, że w kwestii relokacji amerykańskich wojsk nie chodzi jednak wyłącznie o polskie zdolności przyjęcia tysięcy żołnierzy na stałe, ale także o możliwości techniczne i logistyczne samych Stanów Zjednoczonych.
Ekspert przypomniał jak ważna dla Amerykanów jest np. hiszpańska baza Rota, z której decyzją premiera Hiszpanii Pedro Sancheza siły amerykańskie nie mogły skorzystać atakując Iran. – Amerykanie przeprowadzają w Rocie obsługi techniczne niszczycieli, które zapewniają parasol obrony przeciwrakietowej Europie, ale także Izraelowi – podkreślił i dodał, że inne państwa, do których ewentualnie miałyby zostać przesunięte amerykańskie wojska, nie posiadają takich technologii jak Hiszpania.
Rota ma bowiem kompetencje techniczne do obsługi hiszpańskich i amerykańskich jednostek wyposażonych w system AEGIS, sterujący uzbrojeniem na okrętach, czyli pociskami przeciwlotniczymi, przeciwrakietowymi, przeciwokrętowymi i torpedami. Jeszcze w latach 90-tych Hiszpania podpisała z Ameryką bardzo zaawansowaną umowę dotyczącą transferu technologii. Hiszpania posiada okręty wyposażone w ten system i buduje nowe, także na eksport.
– Przygotowanie greckiej Souda Bay na przyjęcie amerykańskich niszczycieli musiałoby potrwać nawet 5 lat. Próba przemieszczenia bazy z Roty oznaczałaby więc niesamowity spadek efektywności amerykańskich sił zbrojnych na lata – ocenił ekspert i podkreślił, że przenoszenie czy wycofywanie wojsk to wieloletnie procesy.
Przypomniał, że prezydent George W. Bush chciał wycofać dwie brygady pancerne na stałe stacjonujące w Niemczech i ogłosił swoją decyzję w 2002 roku, zapowiadając wycofanie na 2016 rok. Jednak w wyniku kryzysu finansowego 2008 roku prezydent Barack Obama przyspieszył decyzję poprzednika i brygady te wycofano z Niemiec odpowiednio w 2012 i 2013 roku.
– Okazało się zresztą, że Ameryka nie ma miejsca na stacjonowanie dużych formacji i te dwie brygady zostały rozwiązane. Nie jest więc tak, że w ciągu dwóch lat Stany Zjednoczone byłyby w stanie przenieść stałe bazy gdzie indziej – dodał Tarociński.
Rozmówcę PAP niepokoi także ewentualna reakcja Rosji, bo choć od dawna dyskutuje się w Polsce o zwiększeniu amerykańskiej obecności wojskowej, takie nagłe amerykańskie ruchy byłyby bardzo złym sygnałem, który na Kremlu mógłby zostać odebrany jako wycofanie się USA z Europy albo jej poddanie.
– Między tym co prezydent Trump ogłosi, a tym, co się w przyszłości zmaterializuje, może minąć wiele lat, w międzyczasie zmieni się administracja, a Rosjanie mogą czuć się zachęceni do agresji – powiedział ekspert.
„Wall Street Journal” podał w środę, że Biały Dom rozważa różne możliwości m.in. relokację amerykańskich wojsk do Polski, Rumunii, Grecji i na Litwę.
W czwartek agencja Reutera, powołując się na wysokiego rangą przedstawiciela Białego Domu podała, że prezydent Trump prowadzi dyskusje z doradcami na temat wycofania części wojsk USA z Europy z powrotem do kraju.
Anna Gwozdowska (PAP)
agw/ pś/ ktl/
USA, Warszawa




