Toruń: PAP dotarła do świadków nielegalnej wycinki kilkuset drzew w obszarze Natura 2000
Sprawę wycinki siekierami kilkuset drzew zgłosił w czwartek miejskim służbom reporter PAP, który był na miejscu po sygnale od jednego z toruńskich społeczników. Rzecznik toruńskiego magistratu Marcin Centkowski poinformował w piątek, że nielegalna wycinka miała miejsce na powierzchni blisko 1,3 ha w granicach obszaru Natura 2000 na Kępie Bazarowej.
– Podczas przeglądu drzewostanu przeprowadzonego w połowie grudnia ubiegłego roku nie stwierdzono jakichkolwiek oznak nielegalnej wycinki, co sugeruje, że ten haniebny czyn mógł mieć miejsce w okresie świątecznym – wskazał Centkowski. Magistrat zaapelował o zgłaszanie się osób, które mogą pomóc wyjaśnić, kto stał za tym przestępstwem.
PAP dotarła w niedzielę do świadków wycinki. Reporter agencji spotkał ich w pobliżu miejsca wycinki nad Wisłą. – W Wigilię byliśmy tutaj na spacerze. To było w dzień, bo znacznie przed bezpośrednimi przygotowaniami do kolacji wigilijnej. Słyszałem ewidentnie jedną siekierę, ale nie mogłem zlokalizować dokładnie tego miejsca. To było w pobliżu mostu drogowego. Zastanawiałem się nawet, czy to ktoś ścina czy rąbie drzewo na jakieś ognisko świąteczne. Odgłos siekiery w obszarze chronionym jednak mnie zdziwił – powiedział PAP Robert. Będąca z nim wtedy i w niedzielę na spacerze kobieta potwierdziła, że ewidentnie 24 grudnia ktoś w tym terenie używał siekiery, bo niosły się jej odgłosy.
Mężczyzna dodał, że trudno sobie wyobrazić tyle powalonych drzew w krótkim czasie. – Może sprawcy rąbali na zmianę, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Nie mam żadnych skrupułów dla takich zachowań. Jeżeli ktoś niszczy przyrodę bez sensu i tylko dla własnej korzyści, to uważam, że powinny być nakładane niesamowicie wysokie kary – ocenił.
Do PAP zgłosił się także Henryk Sośnicki, który spacerował po Kępie Bazarowej w listopadzie i już wówczas widział w tym terenie wiele powalonych drzew. W niedzielę na miejscu powiedział, że na terenie w pobliżu punktu widokowego większość ściętych drzew leżała już na ziemi w listopadzie. Jako później wycięte drzewa wskazał te bliżej mostu drogowego.
PAP zapytała rzecznika prasowego magistratu o taki sygnał. Marcin Centkowski przekazał agencji, że ten mężczyzna nie kontaktował się z miastem w sprawie wycinki. Powtórzył, że w grudniu w pobliżu była inwentaryzacja zamierających topól i nie zauważono wycinki.
Sośnicki podkreślił w rozmowie z PAP, że nie zgłosił tej sprawy w listopadzie, bo do głowy mu nie przyszło, aby ktoś w chronionym terenie mógł dokonywać wycinki na tę skalę nielegalnie. Dopiero po ostatnich informacjach połączył fakty i skontaktował się z PAP.
Kierownik referatu utrzymania zieleni Urzędu Miasta Torunia Tomasz Kozłowski powiedział PAP w piątek, że pracuje w tej branży kilkadziesiąt lat, ale takich szkód wykonanych w obszarze chronionym bez żadnego jasnego powodu nie widział.
– Przecież tu nikt nie robił tego, aby ukraść drewno. Drzew powalonych jest kilkaset. Zdecydowana większość to drzewa zdrowe. Nikt od dziesięcioleci nie tnie w lasach siekierami. Trudno mi uwierzyć w to, co tu widzę – mówił wyraźnie poruszony Kozłowski. Wyjaśnił, że miasto zgłosiło na policję znaczne straty w środowisku w obszarze chronionym. – Musiało do tego dojść w okresie świątecznym. Ile osób musiało to robić? Trudno powiedzieć. Odgłos siekiery nie jest tak alarmujący jak piły motorowej, więc może dlatego nikt nic nie zgłaszał – powiedział Kozłowski.
Magistrat podkreśla, że straty przyrodnicze są znaczące. Urząd Miasta zwrócił się do mieszkańców z prośbą o pomoc w wyjaśnieniu tej sprawy.
Kozłowski powiedział PAP, że tak masowe nielegalne działanie powoduje realne obawy o miejski drzewostan. Około kilometra od miejsca zdarzenia znajduje się rezerwat Kępa Bazarowa.
Dr Lucjan Rutkowski z Instytutu Biologii UMK powiedział PAP na miejscu, że wśród ściętych drzew są klony jawory, olchy, wiązy, jesiony. Część miała średnicę ponad 100 centymetrów i mogła rosnąć ok. 70-80 lat. Wycięto też wiele młodszych drzew. – Trudno mi sobie wyobrazić, ile siły i pracy trzeba, żeby dokonać tak wielkiej wycinki. Najgorsze jest to, że w wielu punktach w miejsce rodzimego drzewostanu wejdzie teraz inwazyjny klon jesionolistny – ocenił przyrodnik.
Rzecznik prasowy toruńskiej policji asp. Dominika Bocian potwierdziła PAP prowadzenie czynności w tej sprawie przez funkcjonariuszy. – Policjanci zostali powiadomieni przez pracownika Urzędu Miasta o nielegalnym wycięciu drzew na terenie Natura 2000 przy ul. Majdany w Toruniu. Policjanci udali się na miejsce i prowadzili pierwsze czynności, m.in. oględziny – przekazała asp. Bocian.
Wiceprezes Fundacji Zielone Kujawy Mariusz Warachim był w piątek na miejscu wycinki. – Wygląda to na robotę szaleńca. Nie wierzę jednak, że nikt wokół nie słyszał, gdy ścinanie siekierami trwało. Nigdy niczego takiego nie widziałem w obszarze chronionym. Tu nawet nie chodziło o kradzież drewna, a o jakiś obłęd i myślenie na zasadzie: naprawię las. Tak to wygląda. Inaczej nie umiem sobie tego wytłumaczyć. Część drzew była ścięta z liśćmi, więc musiało to być jesienią, ale większość padła na pewno w grudniu. Gdy drzewo spada, jest jednak huk. Samo rąbanie siekierą to także trzask i hałas. Naprawdę dziwne jest to, że tego nikt nie słyszał – analizował Warachim.
Podkreślił, że zrąbano przede wszystkim cenne gatunki drzew. Fundacja Zielone Kujawy złożyła zawiadomienie w tej sprawie do Urzędu Marszałkowskiego. – Urząd miasta szybko zadziałał, to trzeba pochwalić. Znaleźliśmy tu piękne, wielkie powalone klony polne o obwodzie w odziomku ok. 230 cm. Nie tknięto drzew suchych, które niedługo i tak padną, ale wycięto same cenne gatunki. Tragedia – ocenił Warachim.
Tomasz Więcławski (PAP)
(planujemy kontynuację tematu)
twi/ jpn/
Polska, Toruń




