Leśnik: od wejścia Polski do UE liczba pożarów lasów w naszym kraju spada
Główny specjalista służby leśnej w Wydziale Ochrony Lasu w Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych Jan Kaczmarowski w rozmowie z PAP zaznaczył, że choć liczba pożarów lasów w Polsce od czasów II wojny światowej stale rosła, to ten trend został wyhamowany.
- W okresie od wejścia Polski do Unii Europejskiej liczba pożarów w naszym kraju maleje. Komuś może się wydawać, że obecny rok jest bardziej palny, bo w maju mieliśmy dwa wielkie pożary, ale tak naprawdę on się wpisuje w średnią wieloletnią. Miesiące poza majem były w miarę spokojne. Od dwóch dekad każdego roku mamy średnio około 6 tys. pożarów lasów, a w poprzednich dziesięcioleciach bliżej 10 tys. - wskazał leśnik.
Dodał, że roczna liczba pożarów w Polsce plasuje nasz kraj na trzecim miejscu wśród państw UE, za Hiszpanią i Portugalią. - Pożary w krajach basenu Morza Śródziemnego są bardziej problematyczne, są większe, ale liczbowo nie jest ich znacząco więcej niż u nas - wskazał.
Podał, że w sezonie w Polsce występuje około 100 pożarów dziennie. - Natomiast w rekordowe dni, które zdarzają raz na kilka lat, mamy ponad 300 pożarów dziennie. I wtedy wystarczy, żeby trzy z nich, czyli 1 proc., wymknęły się poza zdefiniowane granice dużego pożaru. Równoczesna koordynacja trzech dużych akcji gaśniczych na terenie kraju byłaby już problematyczna - zaznaczył.
Jak wyjaśnił duży pożar obejmuje obszar o powierzchni ponad 10 ha. - Bywały lata, gdy na terenie Lasów Państwowych przez cały sezon żaden pożar nie przekroczył 10 ha, a teraz średniorocznie mamy 2-3 takie zdarzenia. Dla porównania, przez wiele lat w Chorwacji przeciętna powierzchnia pożaru sięgała 55 ha - podkreślił.
- To, że w Polsce mamy dużo małych pożarów, nie najlepiej świadczy o społeczeństwie, ponieważ 99 proc. z nich powodują ludzie - pośrednio lub bezpośrednio - a tylko 1 proc. powstaje naturalnie, od wyładowań atmosferycznych - podkreślił.
Jednocześnie Kaczmarowski zwrócił uwagę na niekorzystny wpływ zmian klimatycznych wzmacniających warunki pogodowe sprzyjające rozprzestrzenianiu się ognia w lesie.
- Najgorsze, co może się wydarzyć, to układy kilku dni z niezmiennie korzystnymi dla powstania pożarów warunkami pogodowymi. Tak było w tym roku we Francji. Kiedy powstaje kilkaset pożarów dziennie, każdy z nich ma dużo większe szanse na rozwinięcie się do problematycznego poziomu - powiedział.
Ekspert wskazał, że dwa duże pożary, jakie w maju wystąpiły w Polsce - w Puszczy Solskiej i w powiecie wołomińskim - powstały na terenie nieprzygotowanych lasów prywatnych i rozprzestrzeniły się. - W odpowiednich warunkach każdy las jest palny, ale nie każdy las pali się tak samo dobrze - zaznaczył.
- Lasy państwowe są obecnie lepiej przygotowane na to, co ma nadejść, niż byłyby, gdybyśmy nie podjęli odpowiednich działań wcześniej. Oczywiście, ciągle jest wiele rzeczy do zrobienia, i to jest ciągła praca na pokolenia. Przygotowujemy się do tego, co nadchodzi - powiedział.
Podkreślił, że w Polsce, punktem zwrotnym dla leśników były dwa ogromne pożary lasów z 1992 r.: w Kuźni Raciborskiej i Puszczy Noteckiej. - Staramy się zaadaptować do tego zagrożenia nie od wczoraj, tylko od lat 90-tych. Już wtedy wiedzieliśmy, że zmieniający się klimat wpłynie na nasze lasy, wówczas głównie monokultury sosnowe. Dlatego od lat prowadzimy przebudowę drzewostanów - zapewnił.
- Las bardziej zróżnicowany jest bardziej odporny na pożar. Jeżeli na danym obszarze występuje wyłącznie sosna jednowiekowa, to generalnie ogień rozwija się na nim bez żadnych przeszkód. Natomiast każde miejsce, gdzie jest jakiś inny gatunek, który trochę gorzej się pali, spowalnia rozwój pożaru. Opad liści na glebie zatrzymuje więcej wilgoci, a dodatkowo drzewa liściaste dają więcej zacienienia. Kształtując strukturę drzewostanu, choćby pod kątem składu gatunkowego, jesteśmy w stanie wpłynąć na jego palność - zaznaczył.
Kaczmarowski dodał, że leśnicy wykonują prace prewencyjne, by ułatwić strażakom gaszenie lasów.
- Staramy się zrobić wszystko, by ratownicy jak najszybciej dotarli do źródła ognia. By je wykryć, mamy dostrzegalnie pożarowe i aktywnie poszukujemy dymów nad koronami drzew. Żeby strażacy dojechali jak najszybciej na miejsce, budujemy drogi pożarowe. Tworzymy dla nich punkty czerpania wody. Z kolei pasy przeciwpożarowe, czyli miejsca, przez które ogień albo się nie rozprzestrzeni, albo zostanie spowolniony, dają czas strażakom, pozwalają tworzyć swoiste linie obrony - opisał.
Dodał, że jeszcze przed przyjazdem straży leśnicy mogą próbować ugasić niewielkie zarzewia ognia wykorzystując swoje samochody patrolowo-gaśnicze, wyposażone w zbiorniki na około 400 l wody. - Można to porównać do użycia gaśnicy w czasie pożaru mieszkania. Czasem taka pierwsza interwencja pozwala stłumić pożar w fazie zarodkowej - zapewnił.
Wskazał przy tym, że każdego roku leśnicy korzystają z około 40 statków powietrznych - śmigłowców lub samolotów gaśniczych takich jak Dromader.
Ekspert ocenił, że w najbliższych latach liczba pożarów w Polsce będzie spadać. - To wynika ze zmian demograficznych i technologicznych. Po prostu potencjalny bodziec energetyczny w przyrodzie będzie dużo mniej obecny niż kiedyś. Np. dziś spora część palaczy korzysta z papierosów elektronicznych. Kiedyś by zapalić papierosa, używając zapałek, generowaliśmy w lesie dwa źródła ognia: niedopałek i zapałkę - wskazał.
Zwrócił uwagę m.in. na zmniejszone zagrożenie pożarowe generowane przez maszyny rolnicze i leśne czy samochody, które niegdyś przez rozgrzane katalizatory mogły zapalić trawę na leśnej drodze.
- Największe pożary lasów w Polsce - w Kuźni Raciborskiej i Puszczy Noteckiej - powstały przez awarie taboru kolejowego - iskrzące hamulce. Obecnie pociągi są nowsze, lepiej utrzymane. Teraz spowodowane awariami pożary wzdłuż linii kolejowych stanowią 1 proc. ogółu, a kiedyś 17 proc. - dodał.
- Wyciągamy lekcje z tego, co dzieje się w Niemczech czy Czechach z tamtejszymi drzewostanami, przyrodniczo bardzo podobnymi do naszych. Niemcy od ponad dekady borykają się z dużymi pożarami lasów o powierzchni od 100 ha do ponad 1 tys. ha. Mam wrażenie, że nie byli na nie gotowi. Takie pożary u nas do tej pory występowały rzadko. Mamy jednak świadomość, że to samo zagrożenie przyjdzie do nas prędzej czy później. Dlatego jak najlepiej musimy wykorzystać ten czas by się na to przygotować. - zaznaczył.(PAP)
szk/ agzi/
Polska, Poznań




